Utarło się przekonanie, że
bonsai jest sztuką rdzennie japońską, ale to nie jest prawda. Sztukę tworzenia
miniaturowych drzewek, a nawet krajobrazów z ich udziałem, wymyślili Chińczycy
i zajmowali się tym dużo wcześniej niż Japończycy. W Chinach ta sztuka nazywa
się penjing lub penzai, co dosłownie znaczy „krajobraz w miniaturze”. Drzewka
najczęściej łączy się w grupy mające stanowić miniaturowy ogród i ozdabia się
je trawą, mchem, kamieniami, fragmentami skał, miniaturowymi oczkami wodnymi, a
także maleńkimi replikami mostków, pawilonów, altanek, a nawet figurkami ludzi.
Podobno niektóre kompozycje mogą przetrwać nawet kilkaset lat, jeśli są
odpowiednio pielęgnowane.
Już w starożytnych Chinach
tworzenie penzai było popularną
rozrywką arystokracji. Dopiero z Chin ta sztuka dotarła do Japonii około VII w.
n.e.
Najpiękniejsze i chyba
najstarsze drzewka w chińskim stylu penzai
widziałam w Wietnamie, gdzie wpływy chińskie od tysiącleci są bardzo silne. Nawet w Chinach nie widziałam tak pięknych kompozycji...
 |
Piękna kompozycja z miniaturową pagodą |
 |
Imponujący fikus z korzeniami na wierzchu |
 |
A tu skromniejsza aranżacja. Bardziej w japońskim stylu... |
Hmmm, zdaje się, że
zaniedbałam trochę mojego bloga… Ostatni wpis ma datę 5 stycznia… No, takie
życie. Nie było czasu. Ostatni miesiąc spędziłam w podróży, przemierzając sporą
cześć Półwyspu Indochińskiegio – od Malezji, przez Kambodżę i Laos, aż do
środkowej części Wietnamu. Ogrodów może nie widziałam wiele, ale na każdym
kroku podziwiałam wspaniałą, rozbuchaną, tropikalną roślinność głównie w stanie naturalnym.
Jednym z tych niewielu
ogrodów, które widziałam na mojej trasie po Indochinach, był ogród w samym
środku piekielnego miasta, jakim jest Hanoi – stolica Wietnamu. Miasto liczy
sobie 4 miliony mieszkańców i podobno średnio na głowę przypada jedna
motorynka. Poza tym po ulicach tego miasta poruszają się też samochody, riksze
i rowery. Nikt nie zawraca sobie głowy zasadami ruchu drogowego (czy tam w
ogóle coś takiego jest…), zielone światło na przejściu dla pieszych nic nie
znaczy, pieszy nie ma żadnych praw, nawet na wyraźnie namalowanych zebrach z
sygnalizacją świetlną. Wszyscy nieustannie nadużywają klaksonów i poruszają się
po ulicach z niewiarygodnie dużą prędkością. Pierwszego dnia panicznie bałam
się przechodzić przez ulicę… Drugiego dnia byłam już nieco odważniejsza, bo
zauważyłam, że gdy wchodzisz na ulicę pomiędzy setki warczących motorynek i aut,
piekielny ruch uliczny jakimś cudem cię omija, podobnie jak wartki nurt rzeki
opływający wetknięty w dno patyk. Ale i tak, za każdym razem miałam wrażenie,
że przechodząc ulicę ryzykuję życiem…
Może właśnie dlatego jakimś
mirażem, wyspą spokoju, oazą ciszy i królestwem zieleni w piekielnym Hanoi wydała
mi się Świątynia Literatury, która uważana jest za jeden z najważniejszych
zabytków tego miasta. Wysoki, ceglany mur odgradza teren Świątyni od
hałaśliwego, chaotycznego i pełnego pośpiechu molocha, tłumiąc nieco jego
odgłosy. Kiedy jednak wchodzi się przez główną bramę do świątynnych
ogrodów, gwaru ulic już prawie nie
słychać.
 |
Główna brama do Świątyni Literatury |
Świątynia Literatury
uchodzi też za pierwszy uniwersytet wietnamski. Powstała w XI wieku. Pierwotnie
była świątynią poświęconą Konfucjuszowi, chińskiemu filozofowi i uczonemu,
otaczanemu kultem. Z czasem stała się również ośrodkiem edukacji, który
kształcił cesarskich urzędników.
 |
Pierwszy ogrodowy dziedziniec |
 |
Kolejna brama, prowadząca na kolejny dziedziniec |
 |
Jeden z mniejszych dziedzińców |
W tym miejscu warto
zaznaczyć, że z całych Indochin wpływy chińskie najbardziej widać właśnie w
Wietnamie. Obecne są przede wszystkim w
architekturze świątyń i religii. I chociaż nie do końca zrozumiałam, o co
chodzi w wietnamskiej religii (Wietnamczycy czasem modlą się do Białego Konia,
czasem do Buddy, czasem do Konfucjusza…, a w niektórych świątyniach aż roi się
od rozmaitych bóstw), to konfucjanizm jest tam mocno widoczny, a świątynie
pełne są chińskich znaków i ornamentyki. Tymczasem w Kambodży, Laosie,
Tajlandii architektura świątynna i ornamentyka jest zupełnie inna, a dominującą
religią jest buddyzm. Ma to jednak swoje historyczne uzasadnienie. Wietnam do
XI wieku był przez 1000 lat zdominowany przez swojego północnego sąsiada, czyli
Chiny. Pierwsza niezależna wietnamska dynastia objęła panowanie dopiero w 1009
r.n.e. Zorganizowała ona swoje państwo na wzór chiński, zgodnie z konfucjańską
teorią społeczeństwa i rządów. I choć od tego czasu minęło już następne tysiąc
lat z okładem wietnamskiej państwowości (z pewnymi przerwami), to chińskie
wpływy religijne i kulturowe wciąż tu są żywe i bardzo wyraźne.
 |
Trudno o bardziej chiński ornament niż smoki jako zwieńczenie dachu... |
Wracając do Świątyni
Literatury, to jest ona właściwie ogrodem, na który składa się kilka
dziedzińców. Są tu stare okazy drzew, żywopłoty, rabaty kwiatowe, fantastyczne
rzeźby z roślin, niesamowite penzai w
wielkich ozdobnych donicach, sadzawki i staw zwany Studnią Niebiańskiej
Jasności, a pośród tego wszystkiego usytuowane są świątynne zabudowania.
 |
Podziwiałam wietnamskie bonsai. Zwróćcie uwagę na żółtą pagodę na skale |
 |
Porcelanowi wieśniacy pogrążeni w rozmowie. Jest także bawół błotny i ktoś mu siedzi na grzbiecie... |
 |
Wszędzie pełno bonsai |
 |
Studnia Niebiańskiej Jasności |
 |
Bardzo stary figowiec zdobił jeden ze świątynnych dziedzińców |
Na głównej bramie
wejściowej znajduje się napis „zsiądź z konia”, który oznacza, że nawet
najwięksi dygnitarze chcąc wejść do tej Świątyni musieli poruszać się pieszo.
Najcenniejszymi zabytkami
tego miejsca, wpisanymi już na listę dziedzictwa UNESCO, są kamienne tablice,
upamiętniające najwybitniejszych absolwentów tej pierwszej wietnamskiej uczelni,
którzy otrzymali tytuł doktora. Każda tablica osadzona jest na grzbiecie
żółwia, który w chińskiej kulturze symbolizuje siłę, długowieczność i
lojalność. Zachowały się 82 tablice (30 brakuje) z okresu od 1442 roku do 1779.
Podobno egzaminy doktorskie były niezwykle trudne. Są dokumenty mówiące o tym,
że w 1733 roku spośród 3000 kandydatów
zaledwie 8 zdało egzamin doktorski i zostało mandarynami. Egzaminy były
też bardzo wyczerpujące i trwały ponad miesiąc.
 |
Jedna z kamiennych tablic, upamiętniających doktorów uniwersytetu |
Wszystkie ogrodowe
dziedzińce i bramy prowadzą do najważniejszego budynku świątyni, czyli
Wielkiego Pawilonu Ceremonii. Wewnątrz jest ołtarz z posągami Konfucjusza i
jego uczniów. Wnętrze aż „się ugina” od obfitości ornamentów ze smokami,
feniksami, lotosami, znakami ying-yang i innymi zawijasami. Dominuje kolor
czerwony i złoty. Pachną kadzidła. Powalająca egzotyka!!!
 |
Klimatyczne wnętrze świątyni |
 |
Konfucjusz na ołtarzu otoczony kwiatami i darami |
Cały brukowany dziedziniec
przed Wielkim Pawilonem Ceremonii ozdobiony został cudownymi okazami penzai, rosnącymi w bardzo ozdobnych
płaskich donicach. Drzewka są bardzo stare i po mistrzowsku prowadzone.
Niektóre kompozycje wzbogacono fragmentami skał oraz misternymi porcelanowymi
figurkami ludzi i zwierząt, a także miniaturowymi domkami i pagodami. Po
prostu, nie można od tego oczu oderwać!
 |
Kamienny dziedziniec przed główną świątynią |
 |
Bonsai z podocarpusa, bardzo popularnego w Japonii |
Nie chciało mi się
wychodzić ze Świątyni Literatury, aż w końcu wyprosił mnie strażnik, który
zamykał bramy. Jednego wieczoru przyszłam tu już po zmroku i - o dziwo! – brama
była otwarta i można było wejść bez biletu. Pięknie oświetlony ogród i budynki
świątynne były jeszcze bardziej nastrojowe niż w dzień.
 |
Napis "Szczęśliwego Nowego Roku" po wietnamsku zdobił ogród podczas obchodów rozpoczęcia nowego roku lunarnego, bardzo hucznie obchodzonego w Wietnamie. Napis jest zrobiony z żywych pączków chryzantem i róż |
 |
To też noworoczna ozdoba. Żółty i czerwony to świąteczne barwy |
 |
Wietnamczycy lubią tworzyć rzeźby z roślin. Tu - chyba kot... |
 |
A tu - jakiś ptaszek... |
 |
Tu coś na kształt smoka... |
 |
Tu - jakby koguty i jakieś naczynie pośrodku... |
 |
Wokół Świątyni Literatury mają swoje stoiska kaligrafowie. Taka tradycja |
 |
Świątynia Literatury w Hanoi - niezwykłe miejsce o każdej porze dnia i nocy... |
OdpowiedzUsuńA już się zastanawiałam gdzie przepadłaś, a przepadłaś w egzotykę znaną mi tylko z rożnych opowieści, publikacji, książek, fotografii, itp
Mam sporo zdjęć z Malezji, jakiś czas temu był tam mój mąż.
Marzy mi się wyjazd do Kambodży i kilka dni w kompleksie świątynnym Angkor Wat. Na temat Angkor Wat obejrzałam kilka filmów dokumentalnych, jeden z nich rozbudził niemal do czerwoności moją wyobraźnię...
A jeżeli już o filmach również jakiś czas temu obejrzałam film o Konfucjuszu, moim zdaniem bardzo ciekawy. Jeżeli nie oglądałaś, polecam. Tu masz link http://zalukaj.tv/zalukaj-film/7240/konfucjusz_confucius_2010_.html
Pozdrawiam :)
Ewa, było tak egzotycznie, że nawet nie przypuszczałam... W Angkor Wat byłam już drugi raz, ale i na trzeci jeszcze by się coś znalazło do oglądania. Kompleks jest ogromny. Poza tym Kambodża jest cudowna - z tymi pogodnymi ludźmi i najpyszniejszą kuchnią na świecie. Jak tylko będziesz miała okazję, nie zastanawiaj się i jedź! W porze suchej nie ma żadnych komarów i nie ma się co bać malarii. Dzięki wielkie za link do Konfucjusza. Właśnie miałam zamiar poszerzyć moją wiedzę o tej postaci. Pa!
UsuńFajnie, że jesteś, brakowało mi ogrodowych podróży:-) Dzisiejszy wpis, rewelacja, aż czuć tę egzotykę!
OdpowiedzUsuńMarzenko, dziękuję za miłe słowa. Postaram się nadrobić szybko zaległości. Pozdrawiam
UsuńŚwiątynia Literatury - ależ górnolotna i niesamowita nazwa.
OdpowiedzUsuńTwoja podróż bardzo egzotyczna. Raczej wątpię, że kiedykolwiek tam pojadę, więc tym bardziej chętnie będę czytać Twoje posty dotyczące tych pięknych i tajemniczych dla mnie miejsc:)
Świat jest pełen pięknych i tajemniczych miejsc. Są i blisko, i daleko... Pozdrawiam
UsuńJeśli warunki ( głównie te finansowe ) będą sprzyjające to marzy mi się Wietnam pod koniec roku. Laos i Kambodża też. Jeśli chodzi o fantazję Azjatów w "tworzeniu" rzeźb z roślin to chyba nie mają sobie równych. Z niecierpliwością będę czekać na kolejne azjatyckie posty. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńNo, to trzymam kciuki, żeby się udało. Bardzo dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam
UsuńWspaniały powiew egzotyki, szczególnie przyjemny teraz, gdy u nas tak szaro i nijako. Dzięki Jolu!
OdpowiedzUsuńZoja, cieszę się, że zajrzałaś do mnie! Właśnie dlatego tak lubię wyjeżdżać zimą w dalekie podróże. Można trochę oszukać kalendarz i skrócić te szare, nijakie dni.
Usuń