W Bangkoku odwiedziłam też ogród botaniczny. Właściwie jest
to park, i nawet tak się nazywa – Queen Sirikit Park. Jego nazwa pochodzi od
imienia królowej Sirikit, żony króla Tajlandii Bumibola, który zmarł pod koniec
ubiegłego roku (w tej chwili królem Tajlandii jest ich syn - Rama X).
Jednak koncept tego założenia bardziej przypomina ogród
botaniczny niż park. Rośliny są pogrupowane w kolekcje i większość z nich jest
opisana na tabliczkach. Ogród jest stosunkowo młody, ponieważ powstał w 1992
roku z okazji 60 urodzin Jej Wysokości. Nawiasem mówiąc, królowa Sirikit musi
być chyba dość mocno zainteresowana ogrodnictwem i botaniką, ponieważ patronuje
w Tajlandii wielu związanym z nimi przedsięwzięciom i fundacjom.
Ten ogród może nie rzuca na kolana, szczególnie jeśli się go
porównuje z ogrodem botanicznym w
Singapurze, czy w
Kuala Lumpur, które są
większe, staranniej utrzymane i ładniej zaprojektowane. Jednak dla mnie
spotkanie ze światem tropikalnej roślinności w takim nagromadzeniu zawsze jest
wielką gratką. A ciekawych roślin akurat tam nie brakowało…
 |
Lotos - cud tropików |
Dodam jeszcze, że ogród ten jest położony w bezpośrednim
sąsiedztwie wielkiej atrakcji turystycznej Bangkoku, czyli w pobliżu
weekendowego marketu Chatuchak, na który w soboty i niedziele zjeżdżają tłumy
turystów. Można tam kupić ubrania, buty, akcesoria, rękodzieło i mnóstwo innych
pamiątek. Po zakupach naprawdę warto przekroczyć bramę ogrodu i zanurzyć się w
tym mikrokosmosie tropikalnych kwiatów, drzew i krzewów. Jeśli nie z
ciekawości, to po prostu, dla relaksu…
 |
Saraca declinata - ciekawe drzewo, występujące w Tajlandii i Birmie. Kwiaty wyrastają bezpośrednio na korze.
Jak u judaszowców |
My akurat pojechaliśmy tam w dzień powszedni, więc straganów
z pamiątkami było niewiele, ale i tak można było zjeść dobry i tani obiad w
jednym ze stoisk z ulicznym jedzeniem.
Część ogrodu od strony bazaru była trochę rozczarowująca –
jakieś poletka doświadczalne, nieuporządkowane grządki, ale spokojnie… To jest
tylko zaplecze ogrodu, główne wejście jest z innej strony. Jedna ze ścieżek
zaprowadziła nas do bardzo ładnego ogrodu wodnego z lotosami i liliami wodnymi.
Lotosy nie były w pełnym rozkwicie, ale kilka przepięknych kwiatów kwitło. Dla
mnie są to rośliny wręcz nierealnie piękne. Zresztą, pewnie nie tylko dla mnie…
Nie na darmo przecież mają taką wspaniałą symbolikę w kulturze buddyjskiej.
Symbolizują duchowe przebudzenie i pokonywanie życiowych przeszkód . Roślina ta
potrafi przebić się przez głęboką warstwę brudnego i ciemnego mułu, w którym
zanurzone są jej korzenie, a potem rozkwitnąć idealnie pięknym kwiatem,
skierowanym ku światłu.
 |
Buddyjski symbol |
 |
Te lilie były najładniejsze... |
Inną ciekawą rośliną, która zawsze mnie zachwyca w
tropikalnej Azji, jest Couroupita guianensis (roślina ta ma także polską nazwę
– czerpnia gujańska). Choć w naturze występuje ona w tropikalnych rejonach
Ameryki, to bardzo często jest sadzona w Azji. Widziałam ją już nie jeden raz.
Jest to wielkie drzewo o owocach, przypominających kule armatnie i wielkich,
różowych, słodko pachnących kwiatach. Kwiaty te zapylane są przez nietoperze.
Najczęściej na drzewie występują jednocześnie i owoce, i kwiaty w pełnym
rozkwicie. W Tajlandii i Kambodży widywałam te rośliny posadzone w buddyjskich
świątyniach. Przewodnicy mówią czasami, że jest to Drzewo Buddy (Budda Tree),
ale podobno jest to jakaś pomyłka, ponieważ za prawdziwe Drzewo Buddy uważa się
jeden z figowców.
 |
Czyż nie przypominają kul armatnich...? |
 |
Kwiaty czerpni są wielkie i słodkawo pachną, by zwabiać zapylające je nietoperze |
Mam też słabość do frangipani, czyli drzewka o łacińskiej
nazwie Plumeria. Moim zdaniem, jej kwiaty mają zapach najpiękniejszy spośród
wszystkich aromatów kwiatowych – jest on delikatny, świeży, słodkawy. Kwiatki
mają grube płatki i wyglądają jakby były odlane z porcelany, albo z wosku. Jak
się okazuje to drzewko też pochodzi z tropikalnych obszarów Ameryki (Meksyk,
Panama, Karaiby), ale wszędzie w Azji jest bardzo rozpowszechnione. W Bangkoku
mają dużą kolekcję fragipani – o kwiatach białych, kremowych, różowych, a nawet
czerwonych.
 |
Ach ten zapach! |
 |
Rzadsza odmiana o jaskrawo różowych kwiatach |
Było jeszcze w ogrodzie Królowej Sirikit w Bangkoku trochę
helikonii, które też bardzo lubię i zawsze się nimi zachwycam. Jednak ta
kolekcja nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Mało kwiatów kwitło. Może
akurat pora nie była odpowiednia…
 |
Egzotyczna helikonia |
Bardzo duża i ciekawa jest tu też kolekcja palm z różnych
stron świata. I bromelie urzekały kolorami.
 |
Kolekcja palm jest ogromna i bardzo różnorodna |
 |
Ta palma to piękność! |
 |
A ten olbrzym nazywa się po polsku - wachlarzowiec właściwy |
 |
Bromelie mają krzykliwe kolory, jak papugi... |
 |
Nieprawdaż...? |
 |
Te są chyba u nas najbardziej znane. Oczywiście, jako doniczkowe |
 |
To jest ciekawe drzewo o nazwie Fern Tree, czyli paprociowe drzewo (Schizolobium). Pochodzi z Brazylii i jest jednym z najszybciej rosnących drzew na świecie. Potrafi urosnąć 3 metry rocznie! |
Od strony głównego wejścia ogród jest bardzo starannie
utrzymany, kolorowy i elegancki, ale wszystko utrzymane jest w azjatyckim
stylu. Rabatki bajecznie kolorowe, kwiaty sadzone dywanowo w symetryczne wzory,
krzewy poprzycinane w kule i słoniki… I w ogóle „more than beautiful!”.
 |
Rabatki w kształcie stokrotki |
 |
Starannie utrzymane i nieustannie przycinane |
 |
Były też słonie z trąbami do góry |
 |
...i groźny tygrys, ale na szczęście drewniany |
Tak czy inaczej absolutnie nie żałuję, że spędziłam w tym ogrodzie pół
dnia. To było pół dnia w tropikalnym raju.
Do tego ogrodu wchodzi się za darmo.
Ach! Jak bym chciała pojechać do takiego egzotycznego miejsca i zobaczyć na własne oczy te wszystkie cudne rośliny :)))
OdpowiedzUsuńRozmarzyłam się...
Oj, tak! Wędrówki po egzotycznych ogrodach to niesamowite przeżycia. Te tajemnicze i dziwne rośliny, kolory, zapachy... Agatku, trzymam kciuki, żeby Twoje marzenia się spełniły.
UsuńPiękne! Parę lat temu odwiedziłam ogród Suan Luang Rama IX Park w Bangkoku. Ogromny (ponoć 80 ha), bardzo różnorodny, raz park, raz ogród botaniczny, szybko zabłądziłam i chodziłam przez parę godzin jak zaczarowana trafiając wciąż w inne zakątki. Zdjęcia stamtąd podziwiam do dziś
OdpowiedzUsuńTeż miałam ten park na liście życzeń, ale pobyt w Bangkoku okazał się zbyt krótki, by dotrzeć wszędzie... Zdjęcia to najpiękniejsze pamiątki z podróży. Pozdrawiam.
UsuńLotosy są piękne. Ogród ciekawy, ale stwierdzam, że egzotyczne ogrody to jednak nie są moje klimaty.
OdpowiedzUsuńInspiracją dla nas być nie mogą, ale świat tych roślin jest tak bogaty i ciekawy, że oczu nie można oderwać...
Usuń