Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

piątek, 28 listopada 2014

Ryoanji, najsławniejszy ogród zen. Zagadka piętnastu kamieni

Ogrody zen to japońska specjalność. Są dziwne i niesamowite. To ogrody, w których główną rolę odgrywają wcale nie rośliny, lecz starannie grabiony żwir i kamienie. Jedynym żywym elementem bywa czasami mech.
Pierwsze tego typu ogrody powstawały przy świątyniach buddyjskich. Projektowano je tak, by można je było oglądać ze świątynnej werandy. I nikt – poza mnichami codziennie grabiącymi żwir – nie miał prawa postawić na nich stopy.
Ogrody zen służyły (i do dziś służą w niektórych świątyniach) do medytacji. Ich ascetyczny minimalizm, który nie rozprasza uwagi nadmiarem środków wyrazu, miał w tym pomagać.
Najsławniejszy w świecie ogród zen - Ryoanji


Posąg Buddy w świątynnym ogrodzie
Najsławniejszym ogrodem zen jest niewątpliwie Ryoanji w Kioto. Powstał w XV wieku, choć poprzez swój abstrakcyjny wygląd i wyrafinowany minimalizm robi dziś dość nowoczesne wrażenie. Cały ogród to 15 niedużych kamieni rozmieszczonych w kilku grupach na połaci starannie wygrabionego białego żwirku o powierzchni 25x10 m. Ten żwirowy ogród, czy może raczej rabata, otoczona jest starym, glinianym murem, nad którym zwieszają się gałęzie wysokich drzew. Niby nic takiego, a jednak Ryoanji przyciąga codziennie nieprzebrane tłumy turystów...
Oto cały ogród zen w świątyni Ryoanji

Turyści siedzą na werandzie i starają się rozgryźć tajemnice ogrodu... 

Przyczyną tej wielkiej popularności jest z pewnością dobry marketing. Ryoanji figuruje w czołówkach rankingów najciekawszych zabytków nie tylko w Kioto, ale i w całej Japonii, choć podczas mojej podróży po Kraju Kwitnącej Wiśni widziałam wiele ogrodów zen, które były nie tylko od niego większe, ale też ładniejsze, ciekawsze i bardziej nastrojowe... Poza tym Ryoanji kryje w sobie sekrety, których dotąd nikomu nie udało się rozwikłać, a przecież nic tak nie pobudza wyobraźni jak dobrze sprzedana zagadka. Tajemnicą jest po pierwsze – co właściwie symbolizują te kamienie – góry wyłaniające się z morza (a może z chmur?), najważniejsze buddyjskie świątynie górujące nad światem, a może grupę żółwi lub scenę przeprowadzania przez wodę małych tygrysiątek przez swoją matkę...? Symbolika ogrodu jest niejasna, choć snuje się na ten temat mnóstwo hipotez. Drugą zagadką jest to, dlaczego kamienie ułożone są w taki sposób, że z którego miejsca by się na nie spojrzało, to nigdy nie widać wszystkich piętnastu...?
W efekcie dziesiątki turystów kręcą się przez cały czas jak mrówki po drewnianej werandzie i liczą te kamienie, potrącając się wzajemnie. I nieustannie pstrykają zdjęcia... Zero ciszy i atmosfery sprzyjającej kontemplacji tego – w końcu światowej sławy – wybitnego zabytku sztuki ogrodniczej! I nie mówię tu wcale o medytowaniu, tylko po prostu o chwili spokoju, by w milczeniu popatrzeć, zachwycić się lub zadumać nad jedną z zagadek...

Niektórzy liczą kamienie, inni robią zdjęcia... Gwar i przepychanki!

Dla ułatwienia administracja świątyni tuż przed wejściem do ogrodu ustawiła makietę, na której z góry widać wszystkie kamienie Ryoanji. Tu każdy może sobie porównać własne rachunki ze stanem faktycznym.

Makieta przedstawia usytuowanie kamieni

Na szczęście większość zwiedzających jest zainteresowana wyłącznie sławnym kamiennym ogrodem i po obejrzeniu go kieruje się od razu do wyjścia. Tymczasem na rozległym terenie świątyni Ryoanji jest pięknie i magicznie. I wcale nie ma tłumów.

Romantyczny, kamienny mostek nad stawem

Ja zwróciłam uwagę na niewielką misę z wodą, ustawioną za pawilonem, z którego ogląda się kamienny ogród (widziałam ją już wcześniej na wielu zdjęciach, ale nie miałam pojęcia, że pochodzą one właśnie z Ryoanji). Takie misy służyły do rytualnego obmycia się przed rozpoczęciem ceremonii herbaty. Na misie jest inskrypcja po japońsku, którą w ulotce informacyjnej przetłumaczono na angielski – „I learn only to be contented”. Można to różnie interpretować, ale ja to rozumiem tak – „Nie potrzeba mi nic więcej niż nauczyć się być zadowolonym, z tego co mam”. Myślę, że to właśnie o to chodzi. Taka interpretacja bardzo dobrze oddaje też sens filozofii zen.

Misa z inskrypcją

Poza tym na terenie świątyni Ryoanji jest piękny cienisty ogród mchowy z wieloma olbrzymimi głazami. Kto je tu poustawiał i po co?
Ogród mchowy z głazami


Niezwykle malowniczy jest też staw, wokół którego można spacerować. Podobno ten sztuczny staw istnieje tu od XII wieku, kiedy teren tej świątyni był jeszcze prywatnym, rezydencjalnym ogrodem potężnego japońskiego rodu Fujiwara. A potem został wspaniałomyślnie podarowany buddyjskim mnichom na cele sakralne... Czyż może być gest bardziej godny wyznawców zen...?


Wejście do głównej świątyni

Latarenka pod klonem 

Udało mi się dostrzec ogrodnika pielęgnującego stare sosny

Jeden z pawilonów herbacianych nad stawem

W tym pawilonie herbacianym ulokowała się luksusowa restauracja


Razem z innymi turystami wychodzimy ze sławnego ogrodu... Trzeba jeszcze obejrzeć wiele innych zabytków!

sobota, 22 listopada 2014

Ogrody w Japonii. Święto kolorów jesieni

Wczoraj wróciłam ze wspaniałej podróży do Japonii. Naoglądałam się japońskich ogrodów, że aż mi się śnią po nocach... Miałam szczęście być w Japonii akurat w czasie, kiedy ogrody są wyjątkowo piękne i kolorowe. Listopad to miesiąc przebarwiania się liści drzew i krzewów w Kraju Kwitnącej Wiśni. Japończycy uwielbiają ogrody i w tym okresie masowo je odwiedzają i fotografują. W niektórych ogrodach - szczególnie tych najbardziej znanych - były istne tłumy. Aby uniknąć zatorów na wąskich ścieżkach, ruch zwiedzających odbywał się jednokierunkowo. Do zdjęć na tle pięknych widoków ustawiały się kolejki. Dlatego wolałam odwiedzać trochę mniej znane ogrody, gdzie łatwiej można było poczuć ich niezwykłą atmosferę i w spokoju i ciszy pokontemplować ich piękno.
Nawet sobie nie wyobrażałam, że w Japonii jest tak wiele starych ogrodów. W samym Kioto, czyli dawnej stolicy Japonii, jest około 2000 świątyń, a przy prawie każdej świątyni jest piękny, starannie utrzymany ogród. Było w czym wybierać. Zrobiłam kilka tysięcy zdjęć!
Oczywiście najpiękniej przebarwiają się klony japońskie i palmowe. W Japonii całe lasy tych pięknych drzew porastają wzgórza, mieniąc się w listopadzie odcieniami czerwieni, żółci i pomarańczu.Pięknie przebarwiają się też miłorzęby oraz liście wiśni ozdobnych. Tych ostatnich - ze względu na wielką miłość mieszkańców Japonii właśnie do nich - jest wszędzie pełno. Rosną wzdłuż ulic, parkingów, w ogródkach wychylają się przez płoty, w każdym parku jest specjalny rewir z wiśniami ozdobnymi... Wiadomo, wiosną całą Japonię ogarnia szał związany z kwitnieniem wiśni. Ale jesienne szaleństwo na punkcie przebarwiających się liści też robi wrażenie.
Nawiasem mówiąc, koniec listopada byłby chyba nieco lepszym okresem na oglądnie tego jesiennego widowiska w Japonii. Ja byłam tam w pierwszej połowie listopada i cudowne wzgórza Arashiyamy (dzielnicy Kioto) jeszcze nie płonęły tak jaskrawymi kolorami jak na niektórych zdjęciach, które oglądałam w internecie tuż przed wyjazdem. Ale i tak było cudownie...
Kilka następnych postów poświęcę najpiękniejszym japońskim ogrodom, które udało mi się odwiedzić podczas tej wyprawy.
W ogrodzie Okochi Sanso w dzielnicy Kioto Arashiyamie. Ogród został założony przez japońskiego aktora epoki filmu niemego Okochi Denjiro (1898-1962). Tłem ogrodu są malownicze wzgórza.

Stary klon japoński w ogrodzie Kenrokuen w Kanazawie

W ogrodach świątyni Kodai-ji w Kioto

Latarenka pod klonem palmowym


W ogrodach cesarskich w Kioto

Widok z ogrodu Srebrnego Pawilonu w Kioto

Oto co się działo w sławnym ogrodzie Złotego Pawilonu w Kioto. Istne oblężenie! 

Tłumy Japończyków w ogrodach Złotego Pawilonu

Okayama. Klony nad stawem w ogrodzie Korakuen

Higashiyama. W Ogrodzie Niebiańskiego Smoka czyli Tenryuji
Obrazek z przyświątynnego ogródka w Takayamie

Okayama. Piękny klon japoński przy wejściu do ogrodu

Wzgórza Arashiyamy za rzeką jeszcze niestety nie płonęły jaskrawymi kolorami, kiedy robiłam to zdjęcie. Pod koniec listopada robią się czerwono-pomarańczowe.