Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

piątek, 21 października 2016

Park i pałac w Kozłówce. Skarb Lubelszczyzny

Wartość tego zabytku polega na tym, że przetrwał on II wojnę światową bez prawie żadnych strat. W Polsce to przecież ewenement. Zwiedzając wnętrza ma się wrażenie, że ktoś tu mieszka, tylko na chwilę wyszedł… W Kozłówce łatwo można sobie wyobrazić, jak wyglądała przed wojną typowa magnacka siedziba, jakich było wiele w naszym kraju, ale przepadły podczas wojny lub za czasów Polski Ludowej.  W pałacu w Kozłówce za czasów PRL-u nie było muzeum lecz centralna składnica muzealna, w której przechowywano rozmaite obiekty zabytkowe, w tym również „dzieła socrealizmu”.
Jeden z klombów w ogrodzie kozłowieckim

Posiadłość związana jest przede wszystkim z rodziną Zamoyskich. W końcu XVIII wieku została ona kupiona przez XI ordynata zamojskiego – Aleksandra Zamoyskiego. Aleksander wkrótce zmarł, a ordynację przejął po nim brat Stanisław Kostka Zamoyski, ożeniony z piękną Zofią z Czartoryskich, córką słynnej Izabelli (tej od Puław). Zamoyscy mieli ogromny majątek, a Kozłówka była tylko jedną z ich wiejskich rezydencji. Nigdzie nie znalazłam informacji, czy Zofia z Czartoryskich Zamoyska w ogóle choć raz odwiedziła Kozłówkę, choć to właśnie ona jest tu główną bohaterką… Wszędzie pełno jej portretów, z których spogląda swoimi wielkimi, ciemnymi oczami, a w kaplicy pałacowej stoi jej marmurowy nagrobek (dokładna kopia nagrobku z kościoła Santa Croce we Florencji, gdzie Zofia Zamoyska została pochowana).
Kozłówka była przez prawie cały XIX wiek jedną z prowincjonalnych rezydencji Zamoyskich, gdzie państwo hrabiostwo bywali rzadko, jeśli w ogóle bywali… Chociaż pałac był całkiem niczego sobie – zbudowany w stylu barokowym przez Józefa Fontanę. 
Dopiero pod koniec XIX wieku nadszedł dla Kozłówki czas prosperity. Majątek kozłowiecki został wtedy podarowany Konstantemu Zamoyskiemu przez ojca Jana jako prezent ślubny. Hrabia Konstanty postanowił urządzić tu swoją główną rezydencję, ale zabudowania, które zastał w majątku, wydawały mu się na to za skromne. Pałac został więc przez Konstantego przebudowany i rozbudowany (w latach 1897-1914). Solidny lifting przeszły też ogrody otaczające pałac. Do ich zaprojektowania zatrudniono głównego ogrodnika Warszawy Franciszka Szaniora (autora projektów m.in. Parku Ujazdowskiego i Skaryszewskiego).  Zarówno w rozbudowie oraz upiększaniu pałacu, jak i projekcie ogrodu  zastosowano stylizację barokową, nawiązującą do istniejącej tu wcześniej architektury.  Hrabia chciał, żeby jego rezydencja wyglądała bogato. Marzyło mu się coś na kształt Wersalu, tylko na mniejszą skalę, oczywiście… 
Hrabia Konstanty Zamoyski, który uczynił z Kozłówki wspaniałą magnacką siedzibę (źródło Wikipedia)  

We wnętrzach można obejrzeć mnóstwo obrazów. Niektóre wydają się znajome. Konstanty Zamoyski gromadził bowiem kopie dzieł z różnych epok (zamawiał je u kopistów), szczególnie tych, które przedstawiały członków jego rodziny. Stąd też tak dużo tu wizerunków Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej, która była babką Konstantego i  za młodu uchodziła za jedną z piękniejszych dam w Europie. Często była portretowana. Zofia oddała też wielkie zasługi dla umocnienia rodu Zamoyskich, który zdawał się już wygasać, rodząc Stanisławowi Kostce Zamoyskiemu 10 udanych dzieci. Nazywano ją nawet „matką roku”.
Zofia Zamoyska z mężem i dziećmi (źródło: Muzeum Zamoyskich w Kozłówce)

Rodzina Zamoyskich mieszkała w Kozłówce aż do 1944 roku. Potem wyemigrowała do Kanady, gdzie do tej pory żyją potomkowie dawnych właścicieli.
Jak to się stało, że nadchodząca w 1944 roku Armia Czerwona nie rozgrabiła i nie zniszczyła majątku…? Tuż przed jej wkroczeniem utworzono tu muzeum, którego już sowieckie wojska nie odważyły się tknąć. W końcu muzeum to muzeum, a nie siedziba „panów-ciemiężycieli ludu pracującego”… W ten sposób uratowano przed demolką nie tylko Kozłówkę, ale także m.in. niezwykle cenne pałace w Łańcucie i Nieborowie.
Pałac i ogród od frontu

Oczywiście, po wojnie zabytki w Kozłówce, a zwłaszcza ogród i park, uległy degradacji. Pracownicy składnicy muzealnej pozakładali tu sobie ogródki działkowe, a na głównej osi widokowej wypasano nawet krowy (są na to dowody w postaci czarno-białych zdjęć).  Na szczęście nieoceniony profesor Gerard Ciołek przeprowadził dokładną inwentaryzację parku i przygotował projekt jego rewaloryzacji, który jednak zrealizowany został dopiero w latach 60-tych.
Jeden z kolorowych klombów

Obecny styl ogrodów wokół pałacu w Kozłówce nazwałabym eklektycznym. Nie wiem dokładnie, czy zrekonstruowano je według barokowych, czy też neobarokowych wzorów (czyli według projektu Franciszka Szaniora). Robią jednak duże wrażenie wielką starannością utrzymania. Przed frontowym wejściem na tle soczyście zielonego trawnika porozrzucane są klomby kwiatowe. Za pałacem rozciąga się tzw. ogród francuski, zaprojektowany geometrycznie, ze strzyżonymi obwódkami z bukszpanu. Jest tu także aleja grabowa z formowanych drzew. A z boku za oficynami, w zacisznym, słonecznym miejscu założono bajecznie kolorową różankę.
Widok na ogród francuski za pałacem

Klombik o ciekawych formach i wzorach

Panorama ogrodu francuskiego z fontanną

Pałac w całej okazałości od strony ogrodu. Dwie widoczne na zdjęciu boczne wieże dodał hr. Konstanty Zamoyski, rozbudowując Kozłówkę 

Różanka z ogromną ilością odmian róż

Różyczki sztamowe w ogrodzie francuskim

Z iglaków uformowano zgrabne kule

Piękny szpaler ze strzyżonych lip

Kozłówka słynna jest także z Galerii Sztuki Socrealizmu, którą urządzono w budynku dawnej powozowni i wokół niej. Można tu obejrzeć pomniki Lenina, Bieruta i innych person, które swojego czasu zdobiły honorowe miejsca polskich miast, a później trzeba było je usunąć jak przestarzałe dekoracje. Jest tu też sporo plakatów, obrazów, rysunków i grafik, które powstały w okresie socrealizmu . Z głośników leciała „Międzynarodówka”…  Aranżacja tej ekspozycji zrobiła jednak na mnie dość przygnębiające wrażenie i szybko stamtąd uciekłam. Za dobrze pamiętam czasy PRL-u, by bawiły mnie takie „powtórki z rozrywki”.
W Galerii Socrealizmu

Do Kozłówki wybraliśmy się z mężem latem tego roku. Dzień był piękny, ciepły, dużo słońca… Środa. Akurat środa jest dniem darmowego wstępu do muzeum, a ilość odwiedzających tego dnia jest limitowana. Nie sprawdziliśmy tego wcześniej. W kasie okazało się, że biletów wstępu zabrakło. Na początek była więc konsternacja i rozczarowanie. Jak to? Jechaliśmy taki kawał drogi z Warszawy do Kozłówki, żeby pocałować klamkę…? Zebrała się spora gromadka - takich jak my – nieszczęśników. Dzięki uprzejmej życzliwości Pani Dyrektor Muzeum udało nam się na szczęście jakimś cudem obejrzeć ciekawe muzeum we wnętrzach pałacu. Jeśli więc będziecie wybierać się do Kozłówki, to radzę wcześniej zajrzeć na stronę muzeum i zarezerwować bilet na zwiedzanie pałacu i wystaw (można to zrobić za pośrednictwem Internetu - tu jest link). Warto! Ogród i park można oczywiście zwiedzać każdego dnia bez żadnych limitów.
Widok na bramę wjazdową do rezydencji

Piękne wnętrza, urządzone przez rodzinę Zamoyskich

Jadalnia, jakby przygotowana do podania obiadu...

Sypialnia pani domu




piątek, 7 października 2016

Podlaski Wersal, czyli rezydencja Branickich w Białymstoku

Niedawno zachwycałam się na moim blogu rekonstrukcją ogrodów barokowych Het Loo w Holandii. Ale u nas w Polsce też jest przykład równie efektownej odbudowy. Mam na myśli barokowe ogrody przy pałacu Branickich w Białymstoku. Kiedy oglądałam ten ogród, od razu nasunęło mi się to porównanie.


Starannie odtworzona altana "Pod orłem". Identyczna stała w ogrodzie Jana Klemensa Branickiego, co potwierdzają XVIII-wieczne ryciny, wykonane za życia właściciela 



Detal z altany


We wrześniu ciągle jeszcze na rabatach było mnóstwo kwiatów

Podobno rezydencja w Białymstoku w XVIII wieku dorównywała najsłynniejszym w Europie i dlatego zwano ją Wersalem Północy, Polskim Wersalem albo Wersalem Podlaskim. Być może te wszystkie epitety były trochę na wyrost, ale faktem jest, że posiadłość hetmana wielkiego koronnego Jana Klemensa Branickiego była jedną z najświetniejszych barokowych siedzib Rzeczypospolitej i są na to dowody. Otoczony ogrodami pałac budził powszechny podziw. Znakomici goście – a byli wśród nich ludzie pióra, malarze, architekci, uczeni, a nawet koronowane głowy - często się tu zatrzymywali, podróżując na trasie Paryż, Wiedeń – Petersburg, więc sława posiadłości Branickich szybko się rozchodziła. Może właśnie dzięki temu zachowało się sporo opisów, rycin i obrazów, dokładnie dokumentujących panujące tu zwyczaje a także wygląd tego zabytku. To wszystko ułatwiło potem prace rewaloryzacyjne.
XVIII- wieczny obraz, na którym przedstawiony został pałac Branickich z dwoma frontowymi dziedzińcami

Barokową formę posiadłość Branickich przybrała już pod koniec XVII wieku, kiedy swoją główną siedzibę urządził tu wojewoda podlaski Stefan Mikołaj Branicki. Przedtem stał tu murowany dwór obronny z wieżą, ale wojewoda zatrudnił sławnego architekta Tylmana z Gameren, który przekształcił budowlę w elegancki, barokowy pałac i zaprojektował wokół niego geometryczny ogród. Dawna fosa przekształcona została w kanał, otaczający posiadłość.
Obecny widok pałacu od strony ogrodów

 Jednak to dopiero syn wojewody – Jan Klemens Branicki – nadał rezydencji prawdziwie europejski charakter i rozmach, oparty na wzorach francuskich. Główne prace nad ogrodem miały miejsce w latach 30-tych XVIII wieku. Poszły na to ogromne pieniądze, ale bardzo zamożnego magnata, jakim był Jan Klemens Branicki, było na to stać. Do urządzania i ozdabiania swojej rezydencji zatrudniał największych europejskich artystów, a materiały na budowę, meble i dekoracje do wnętrz oraz rośliny do urządzania ogrodu docierały tu z odległych stron kontynentu. Jan Klemens Branicki był bardzo dobrym gospodarzem swojego ogromnego majątku, hojnym mecenasem dla artystów i rzemieślników, ale politykiem był miernym, choć jego ambicje nie miały granic. Chciał nawet zostać królem Polski konkurując ze Stanisławem Poniatowskim. Historia osądziła tę postać dość krytycznie. Był typowym przedstawicielem magnaterii swoich czasów. Podatny na naciski i pochlebstwa był politykiem chwiejnym i nieudolnym, choć przecież wiele od niego zależało. Działania polityczne dostosowywał przede wszystkim do swoich prywatnych celów. Największym dziełem, jakie po sobie pozostawił, jest pyszna barokowa rezydencja w Białymstoku i raczej nic więcej…
Frontowa brama do posiadłości

Detal rzeźbiarski nad tympanonem

Przed wejściem do pałacu



Atlas podtrzymujący schody w westybulu

Plafon w sali na piętrze

Jak wyglądał ogród za Jana Klemensa Branickiego? Był dwupoziomowy. Górna część, przylegająca bezpośrednio do pałacu miała formę symetrycznego ogrodu francuskiego. Dolna część miała charakter parku. Obie części ogrodu były od siebie oddzielone kanałem, który jest pozostałością dawnej fosy. Ogród na górnym tarasie otoczony był kamienną balustradą i składał się z ośmiu haftowanych parterów z nisko strzyżonego bukszpanu. W czterech środkowych parterach znajdowały się fontanny, a w pozostałych rosły kolorowe kwiaty i były usypane z kolorowego piasku ozdobne zawijasy. Latem wzdłuż alejek ustawiano donice z cytrusami i innymi roślinami cieplarnianymi, które na zimę chowano w oranżeriach. Wzdłuż głównej osi kompozycyjnej znajdował się mostek nad kanałem, a za nim rozciągał się ogród dolny z gwiaździście uformowanymi boskietami, czyli alejkami ze strzyżonych drzew. Jeszcze dalej ozdobny ogród przechodził w zwierzyniec, w którym hodowano jelenie i daniele. W ogrodzie – zgodnie z modą – znajdowały się altanki i bersa, czyli ażurowe tunele do spacerów w słoneczne dni. Był też teatr i pawilon chiński. Na bogatą rzeźbiarską dekorację ogrodu składało się kilkaset rzeźb i ozdobnych waz.
Barokowe partery ze strzyżonych bukszpanów

Partery stworzone są do tego, by oglądać je z góry...

Widok zrekonstruowanego barokowego ogrodu z tarasu na I piętrze

Ukochana rezydencja Branickiego po jego śmierci zaczęła popadać w zaniedbanie. Na początku XIX wieku trafiła w ręce cara Aleksandra I, który przerobił ją na pensję dla dziewcząt. Dzieła sztuki wywieziono stąd, rozebrano altany i pawilony, rośliny zmarniały, przestano dbać o boskiety, zlikwidowane zostały partery i zwierzyniec. W drugiej połowie XIX wieku teren pensji przeszedł na własność miasta. Rozrastająca się zabudowa miejska zaczęła powoli zajmować coraz większe obszary dawnego, imponującego rozmiarami zwierzyńca. Uratowano go częściowo przed urbanizacją tworząc w 1925 roku park miejski, zwany Plantami.
Bardzo duże zniszczenia poczyniła II wojna światowa. Pałac prawie doszczętnie spłonął. Z ogrodu też prawie nic nie zostało.
Pałac Branickich w Białymstoku zaraz po wojnie odbudowano (w latach 1947-49). Obecnie pałac jest siedzibą Uniwersytetu Medycznego. Niewielką część zrekonstruowanych wnętrz można zwiedzać, ale nie ma tu wiele do oglądania.
Ogrody po wojnie były rekonstruowane dwukrotnie. Pierwszy raz miało to miejsce w latach 50-tych. Ale prace te były niestaranne, pospieszne, brakowało na nie środków. Ogród górny zmniejszono, baseny fontann wybetonowano, a  alejki w parku wyasfaltowano. Te ogrody może i nawiązywały w pewien sposób do pierwowzoru, ale w szczegółach nie miały z nim prawie nic wspólnego.
Most nad kanałem łączy barokowy salon ogrodowy z ogrodem dolnym


Takie dwa sfinksy strzegą wejścia na mostek

Dobre czasy nadeszły dopiero w 2006 roku, kiedy podjęto decyzję o rewaloryzacji założenia zgodnie z XVIII wieczną ikonografią i badaniami archeologicznymi. Na razie ukończone zostały prace przy ogrodzie górnym, który w tej chwili wygląda naprawdę imponująco, szczególnie z okien piętra pałacu. Czytałam też, że planowane są kolejne prace przy boskietach w ogrodzie dolnym, ale na razie nie uzyskano na nie środków finansowych. 
A to już inny zabytek - letni pałac Branickich w Choroszczy, kilka kilometrów od Białegostoku. W tej chwili mieści się w nim muzeum wnętrz