Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

niedziela, 28 grudnia 2014

Tajemnicze ogrody mchów i paproci w Japonii

Jest taka piękna japońska baśń (a może to nawet prawdziwa historia...?) o niezwykłej urody tancerce Gio. Rzecz dzieje się w XII wieku na dworze możnowładcy Taira no Kiyomori. Tancerka podbiła serce swego pana i została jego nałożnicą. Szybko jednak okazało się, że pan nie jest stały w uczuciach i obiektem jego zainteresowania stała się inna tancerka - piękna i utalentowana Hotoke. Gio została odprawiona, ale bardzo to przeżyła. Na dodatek, pan i jego nowa ulubienica próbowali upokorzyć Gio, zmuszając zrozpaczoną dziewczynę do tańczenia dla nich. Mama Gio, widząc jak bardzo cierpi jej córka i chcąc oszczędzić jej dalszych upokorzeń, znalazła wyjście, uciekając razem z córkami - Gio i jej młodszą siostrą - do klasztoru i próbując tam szukać szczęśliwszego życia w habitach mniszek. Po kilku latach do furty tego samego klasztoru zapukała też Hotoke, której miejsce u boku pana zajęła kolejna piękność. Gio przebaczyła swej dawnej bezwzględnej rywalce i od tej pory cztery kobiety spędziły resztę swego życia na pokornej modlitwie do boga, co z pewnością dało im więcej szczęścia niż romanse z okrutnym panem...
Taka właśnie opowieść wiąże się ze świątynią, którą zaczęto nawet nazywać imieniem jej bohaterki, czyli Gio-ji. Znajduje się ona w dzielnicy Arashiyama, na obrzeżach Kioto. Świątynię otacza tajemniczy i bardzo nastrojowy ogród mchów i paproci.
Ogród przyświątynny Gio-ji
Ścieżką przez mech
Wyobraźcie sobie kawałek lasu, w którym rosną wysokie klony japońskie o ażurowych koronach. A u stóp drzew rozpościera się dywan mięciutkiego, świeżego mchu. Dzięki temu, że rosną tam mchy, należące do różnych gatunków, miękki dywan przypomina wzorzysty patchwork o różnych odcieniach zieleni. Gdzieniegdzie wznoszą się charakterystyczne latarnie, kamienne pagody i buddyjskie groby (być może któryś z nich jest nawet grobem Gio...) - wszystko lekko omszałe, jakby istniało tu od zawsze... Jestem pewna, że uciekinierki znalazły tu wreszcie błogi spokój i szybko zapomniały o okrucieństwie, jakie je spotkało.
Mech tworzy tu patchwork w różnych odcieniach zieleni

Gdzieniegdzie rosną paprocie i cieniolubne byliny

Czyż taka okrywa gruntu nie wygląda ciekawiej niż trawnik...?
Japończycy bardzo często wykorzystują mchy w swoich ogrodach. Można nawet powiedzieć, że jest on tu jednym z głównych elementów roślinnych. Delikatny i miękki w dotyku mech idealnie pasuje do do naturalnego japońskiego ogrodu, kreując w nim nastrój harmonii i spokoju. Bardzo mi się to podoba! Chciałabym mieć choćby kawałek takiego mchowego ogrodu w moim "zielonym królestwie".
Mech potrafi też porastać elementy małej architektury ogrodu, dodając im patyny

Bez mchu nie ma japońskiego ogrodu!

Ścieżka pośród mchu

Omszała misa wygląda bardzo wiekowo


Ostatnio przeczytałam sporo tekstów w internecie o uprawie mchu w ogrodach i mam wrażenie, że to wcale nie jest takie trudne. Ale tak naprawdę to się okaże dopiero w praktyce...
Mchy są roślinami pionierskimi, co oznacza, że urosną praktycznie na każdym stanowisku. A im jest ono uboższe, tym lepiej. Utworzą zielony, miękki dywan w miejscach, gdzie nie utrzyma się trawa - np. w cieniu, na kwaśnej glebie. Na dodatek, trawa jest wrażliwa, potrzebuje koszenia, nawożenia, regularnej pielęgnacji. A mech poradzi sobie sam. Jedno, czego nie toleruje, to konkurencji z innymi roślinami. Potrzebuje też dużej wilgotności powietrza (tu Japończycy mają łatwiej, ponieważ Japonia ma wyjątkowo wilgotny, morski klimat), szczególnie w początkowym okresie uprawy. Przez dwa, trzy tygodnie trzeba kępki regularnie podlewać, by się ukorzeniły. Ale potem gdy mech już się zadomowi w ogrodzie, nie potrzebuje już wcale częstego podlewania. W każdym razie mniej niż trawa. W okresie suszy mech po prostu wchodzi w okres spoczynku, by zazielenić się i odrodzić, gdy aura stanie się znowu bardziej wilgotna.
Ścieżka do mchowego ogrodu Oubai-in


Oubai-in

Mchowy ogród przy herbaciarni w Ryoan-ji

W ogrodach zen mech symbolizuje zielone wyspy na morzu. Ogród Isshidan

Mchowy ogród zen w Ryogen-in

Ciekawy efekt uzyskano sadząc mech w szachownicę. Tofuku-ji

Połączenie ogrodu żwirowego z połacią mchu. Tofuku-ji

Mchowy ogród w cesarskim ogrodzie Sento Gosho


Nabrałam wielkiej ochoty na mchowy ogród i niecierpliwie czekam teraz na wiosnę, by spróbować, czy mech polubi mój podwarszawski ogród. 
Sprzątanie opadłych liści w mchowym ogrodzie
  

8 komentarzy:

  1. Ojojoj chyba się zakochałam w tym mchu. Poeksperymentuję z nim na wiosnę w ogrodzie. Zobaczymy czy u mnie da radę. Dziękuję za inspirację. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też będę eksperymentować. Mam u ogrodzie ubogą glebę, więc mam nadzieję, że się uda. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To jest kilka ogrodów, sfotografowanych przeze mnie podczas listopadowej podróży do Japonii. Wspaniała wyprawa!!!

      Usuń
  3. Chyba musieliby mnie stamtad wygonic. jakie swiatlo, ten mech, jak kobierzec zielonyyyy! Cudnie!

    Jolu, wielu wypraw w Nowym Roku zycze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, dzięki! Oby Twoje życzenia się spełniły!
      Ja życzę Tobie zdrowia, radości, życia w luksusie i wielu sukcesów w Nowym Roku!

      Usuń
  4. Mech - może nie tak wysoki - pojawił się w drugim roku sam z siebie na gołej glebie pozostawionej między roślinami. Nie dbam o niego, rośnie w słońcu i daje radę; to jest to co było mi w tym meijscu ogordu potrzebne. Chyba wystarczyła kwaśna ziemia z natury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym chciała, żeby wyrósł w cieniu pod wielkim dębem. Tyle że tam jest dość sucho. Ciekawe, czy da radę...?

      Usuń