Tenryu-ji w Arashiyamie. Ogród Niebiańskiego Smoka
Wycieczka do Arashiyamy, czyli podmiejskiej
dzielnicy Kioto, jest znakomitym pomysłem, jeśli ktoś chce na chwilę odpocząć
od wielkomiejskiego zgiełku japońskiej metropolii. Tu można złapać trochę
oddechu... Nad rzeką wznoszą się piękne wzgórza, porośnięte klonami, które
okrywają się ciepłymi kolorami jesieni. Włócząc się po uliczkach, przy których
nie ma żadnych bloków ani apartamentowców, lecz tylko domki jednorodzinne,
można czasami dojść do pola, łąki albo nawet kawałka bambusowego lasku. Panuje
tu miła, leniwa, małomiasteczkowa atmosfera.
Na uliczkach Arashiyamy można spotkać tradycyjną rikszę. To usługa dla turystów, licznie odwiedzających ten zakątek Kioto |
Arashiyama od najdawniejszych czasów była
ośrodkiem japońskiego buddyzmu zen. Znajduje się tu jeden z najważniejszych
zabytków tej religii – świątynia i ogród Tenryu-ji. To one właśnie przede
wszystkim były moim celem w Arashiyamie.
Ogród Niebiańskiego Smoka był głównym celem mojej wycieczki do Arashiyamy |
Dopiero po powrocie do Polski „dogrzebałam się” szczegółów historii tego zabytku. A jest ona dość ciekawa. Już w IX wieku była w tym
miejscu świątynia zen, ufundowana przez jedną z cesarzowych – pierwsza w
Japonii! Potem w XIII wieku cesarz Kameyama zbudował na tym terenie swój pałac.
W tym pałacu wychowywał się jego wnuk Go-Daigo, który następnie odziedziczył
tron. Jednym z generałów cesarza Go-Daigo był szogun Ashikaga Takauji –
krętacz, oszust i zdrajca. Doprowadził on do wojny domowej w Japonii, w wyniku
której przejął władzę wojskową ustanawiając szogunat rodu Ashikaga, nazywany w
historii Japonii okresem Muromachi. Cesarz Go-Daigo został zabity podczas wojny
domowej.
Główna aleja prowadząca do świątyni Tenryu-ji |
Bezwzględny szogun Takauji, choć całe swoje
życie spędził na polach bitewnych i wydawał się być przywódcą absolutnie
pozbawionym jakichkolwiek skrupułów, na starość zaczął mieć wyrzuty sumienia i
lękać się tego, co się z nim stanie po śmierci. Otoczył się wtedy mnichami zen
i rozpoczął poszukiwania wewnętrznego spokoju. Wśród otaczających go mnichów
znajdowała się osoba wyjątkowa – Muso Soseki. Był to człowiek wszechstronnie
wykształcony, artysta, poeta, myśliciel, wybitna osobowość. Muso Soseki
opowiedział kiedyś starzejącemu się szogunowi swój sen. Podobno ujrzał on we
śnie wyłaniającego się z rzeki złotego smoka i ten smok miał być wcieleniem
zabitego cesarza. Smok zażądał, aby u stóp wzgórz Arashiyamy, w miejscu gdzie
stał pałac, w którym wychowywał się cesarz, zbudować świątynię buddyjską.
Szogun Takauji nawet nie próbował dyskutować z
tym mistycznym przesłaniem. Od razu podarował mnichom ziemię pod budowę
świątyni (która nota bene wcześniej należała do zabitego cesarza Go-Daigo), a
nawet specjalnym edyktem zezwolił im na handel z Chinami, dzięki czemu mieli
środki na budowę nie tylko tej świątyni, ale też wielu innych. Na dodatek
świątynia została nazwana Tenryu-ji, co w tłumaczeniu oznacza „Świątynia
Niebiańskiego Smoka”.
Staw w ogrodzie Tenryu-ji jest często tłem dla pamiątkowych zdjęć |
Świątynnych budowli – mniejszych i większych -
było tu swojego czasu około kilkudziesięciu, ale często zdarzały się pożary,
które doszczętnie trawiły drewniane zabudowania. W rezultacie, w tej chwili
oglądać można w Tenryu-ji rekonstrukcje niektórych budowli, pochodzące z XIX
wieku.
Pawilon opata i skromny ogród zen przed wejściem do Ogrodu Niebiańskiego Smoka |
Najprawdziwszą perłą jest jednak ogród, który
przetrwał w postaci prawie nie zmienionej od XIV wieku, czyli od momentu, gdy
założył go genialny artysta i projektant ogrodów Muso Soseki. Ogród ten jest
połączeniem żwirowego ogrodu zen oraz ogrodu spacerowego, który można obejść
ścieżkami biegnącymi wokół rozległego stawu. Staw przyozdobiony jest starannie
rozmieszczonymi głazami, które mają bardzo rozbudowaną symbolikę. Oznaczają
święte góry, wodospady, a nawet postaci z legend... Bardzo ciekawie wygląda
„sucha kaskada”, na którą składają się głazy tak misternie dobrane i ustawione,
że wygląda to tak, jakby woda właśnie przestała z nich spływać.
"Zapożyczone tło", czyli wzgórza Arashiyamy, robi wrażenie jakby ogród był nieskończony... |
Linię brzegową zdobią starannie ustawione kamienie |
Widok z pawilonu opata. Zdjęcie z www.japan-web-magazine.com |
Woda, kamienie, drzewa - główne składniki japońskiego ogrodu |
A w stawie muszą pływać kolorowe karpie. Na szczęście! |
W ogrodzie wykorzystana została też ciekawa
technika „zapożyczonego krajobrazu”(często stosowana w japońskich ogrodach).
Kiedy stoi się nad stawem, przed oczami rozciąga się piękny widok ogrodu na tle
łagodnych wzgórz Arashiyamy. Odległe, zielone tło sprawia, że ogród wydaje się
być zatopiony w naturalnym krajobrazie i pozornie nieskończony.
Udało mi się wypatrzyć kwiatki, choć w japońskich ogrodach to rzadkość. Błękitne goryczki |
Kolorowe klony muszą być sfotografowane! |
Ścieżka wśród klonów |
Listopad to miesiąc przebarwiania się klonów w Japonii. Japończycy ruszają wtedy na wycieczki po ogrodach |
Prosto z ogrodu Tenryu-ji wychodzi się do
niesamowitej alei w środku bambusowego lasku. Była ona scenerią kilku epizodów
w filmie „Przyczajony tygrys – ukryty smok”.
Bambusowa aleja - jedna w większych atrakcji Arashiyamy |
Bardzo ciekawa historia. Czy na jednym ze zdjęć widać po prawej kwitnące kamelie? Imponujące bambusy! Dopiero w takich miejscach widać, jak bardzo są ogrooomne!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
m.
Ta historia uświadomiła mi, dlaczego w okresie rządów szogunów w Japonii tak bardzo rozwijał się buddyzm zen. Szogunowie, którzy musieli utrzymywać swą władzę za pomocą metod podstępnych, brutalnych i zdradzieckich, prawdopodobnie przeżywali mnóstwo stresów i niepokojów wewnętrznych. Praktykowanie buddyzmu zen dawało im wyciszenie i spokój ducha. No, taka jest przynajmniej moja interpretacja...
UsuńNa jednym ze zdjęć rzeczywiście widać kwitnące kamelie. W listopadzie pięknie kwitły w wielu miejscach w Japonii.
Pozdrawiam
Blog jest absolutnie fantastyczny! Będę wracać i zwiedzać! :)))
OdpowiedzUsuńA - przy okazji - chciałabym zareklamować zespół pałacowo-parkowy w Ostromecku koło Bydgoszczy.
Tak, słyszałam o nim. Przy jakiejś okazji na pewno tam dotrę. Zresztą, bardzo lubię oglądać ogrody w Polsce. Ostatnio większość z nich wygląda przepięknie po rewitalizacjach i w wyniku starań lokalnych społeczności. Bardzo mnie to cieszy!
UsuńDzięki za miłe słowa na temat bloga. To też cieszy. I motywuje.
Nie sadzilam, ze mozna spotkac jeszcze taka riksze.
OdpowiedzUsuńPieknie tam.
Miałam wrażenie, że te riksze przeżywają teraz swój renesans. Są bardzo popularne wśród japońskich turystów. Niestety, przejażdżka kosztuje drogo...
Usuń